Ty się śmiejesz, a ja w to wierzę. Moja wiara to wszystko, co mam.



17.08.2008 :: 22:41 Komentarzy(7)

Moja głowa nie wraca z urlopu!


Kiedy dwa tygodnie temu wyjeżdżałam, miałam złe przeczucia. Negatywne emocje kłębiące się we mnie od dawna próbowałam przelać na wszystkich i wszystko, nieudolnie. Przez tydzień chodzenia po bieszczadzkich szczytach i dolinach do mojej świadomości powoli docierały fakty, z którymi powinnam się uporać już dawno temu. Zwłaszcza, że miałam ku temu środki. W Boszkowie mój Anioł Stróż zaaplikował mi niezłą dawkę psychoterapii. Kiedyś mój dziekan powiedział mi, że "ten, kto zaczyna studiować psychologię, przestaje być człowiekiem i zaczyna byc psychologiem", co miało się równać z tym, że wszystkie te "chwyty" przestają na niego działać, bo staje się świadomy, kiedy ich używa. Miał w rację. Na szczęście po części. Sądzę, że nie sztuką jest być psychologiem, sztuką jest być psychologiem i człowiekiem jednocześnie. Psychoterapia podziałała, ale nie zapeszajmy! To dopiero początek mojej drogi do celu, właściwie to jeszcze nie wróciłam z tych wakacji.
Dziękuję całej ekipie za Bieszczady. Śmiechów, chichów, rozmów z Est i Kolanem oraz krzyczenia "dupa" na szczytach nigdy nie zapomnę. Namiot przeciekł w dobrym momencie, bo pod koniec wyjazdu. Szkoda tylko wyprawy nad Solinę. Zapora Solińska jest przeogromna, ale nic straconego, zawsze można tam wrócić... Paweł polubił góry, tak jak ja polubiłam siedzenie na pomoście. I nawet w tym roku wypłynęłam na środek jeziora! (jakoś...)

10.08.2008 :: 12:38 Komentarzy(0)

Przesiadka

Jedną nogą jestem jeszcze w Bieszczadach, bo ciągle o nich myślę, drugą w Boszkowie, bo trzeba się przygotować do jutrzejszego wyjazdu. natomiast moje oczy zobaczyły komputer we Wro- pierwsze ślady cywilizacji jakiejkolwiek i nie mogą się nacieszyć. Wróciłam, by znowu wyjechać.

04.08.2008 :: 10:00 Komentarzy(0)

Kilka kroków na dworzec


Wyjeżdżam. Decyzja zapadła. Przede mną 7 dni w górach, gdzie będę zdana tylko na siebie, no i na 6 osób dobranych trochę z przypadku, trochę z przeznaczenia. Przede mną spanie w namiotach, długie wędrówki, rozmowy na tematy unoszone przez wiatr i jeszcze dłuższe rozmyślania. Wczasy all-inclusive w Bieszczadach uważam za rozpoczęte!

A tu taki kawałek piosenki:
Czarny chleb i czarna kawa
opętani swą miłością
myślą swą szukają szczęścia
które zwie się wolnością...

18.07.2008 :: 11:10 Komentarzy(5)

Goszkie słowo na sobotę

Goska nie bądź dzieckiem, przecież od dawna wiedziałaś, że Margherita najlepiej smakuje z truskawkami, czerwone włosy płowieją na słońcu, lepiej parkować tyłem niż przodem, a przyjaźń nie istnieje. Jak mogłam znowu być tak naiwna?


10.07.2008 :: 15:09 Komentarzy(0)

Powróciłam do skał, kosodrzewiny i wszystkiego, za czym tak bardzo tęskniłam. Kto posmakował pieszych wycieczek w góry, zapamięta je do końca życia i zawsze będzie je kochał. Za co? Za to, że właśnie w górach można się zgubić, a zarazem odnaleźć. Można siebie nienawidzić za własne słabości i kochać, gdy się je pokonuje. Poza tym góry uczą walki, kto się podda musi zawrócić ze szlaku nie zobaczywszy niczego wartościowego. A to właśnie widoki są największą pociechą, najmilszą nagrodą za wysiłek mięśni i stawów. Ludzie, których spotyka się na szlakach są tak do siebie podobni, mimo, że się nie znają. Mają wspólny cel, wspólne szczęście, wspólne wartości. Z każdym można nawiązać przelotną znajomość, choć tak naprawdę z głębszym sensem, porozmawiać o życiu i o śmierci. Właśnie tam, 1800 m n.p.m. rozgrywały sie moje małe dramaty, kiedy kolano zawodziło, pogoda nie była wyrozumiała, a góry postawiły przede mną wysoką poprzeczkę. Właśnie tam, mogłam wspominać tych, którzy przeminęli. Tam, w Tatrach, chodziłam jak niedźwiedź swoimi ścieżkami, nikt nie miał prawa mi mówić, który szlak jest bezpieczniejszy, nikt nie mówił, że nie dam rady. Po prostu szłam przed siebie i już marzę, żeby tam wrócić!

Poprzednie grafika: Kolano | photo: Kivas